Episode Ninth: HEADACHE MAN

-          Pośpiesz się no, przez ciebie spóźnimy się na samolot!
-          PRZEZE MNIE?! A kto przez dwie godziny wybierał, jakie szmatki ma sobie spakować do walizki?!
-          A kto musiał jeszcze wstąpić do sklepu po fajki, bo mu się skończyły, a potem przez prawie godzinę wybierał, które ma wziąć?! Tylko spróbuj mi palić w samolocie, a cię zatrzasnę w kiblu!
-          No bo w tej Polsce wyboru nie ma, no! Czemu ty zawsze musisz po mnie jeździć za te fajki?!
-          Bo fajki to zło! A ty masz już trzydziestkę na karku, zacząłbyś o siebie dbać!
-          Ej! Moje życie! Nie wpieprzaj się! – warknął zirytowany Kai.
Egao się więcej nie odezwała.
Nie odezwała się do niego, kiedy w zawrotnym tempie jechali taksówką na lotnisko. Nie odezwała się, kiedy zdyszani wbiegli na halę odlotów. Nie powiedziała też ani słowa, kiedy okazało się, że ich samolot odleciał 10 minut temu. Zamiast tego posłała mu spojrzenie pełne złości.
Dziewczyna usiadła na krześle i jak gdyby nigdy nic wyjęła z torby gazetę, nie obdarzając perkusisty nawet przelotnym spojrzeniem. Zrobiło się mu przykro. Jeszcze nigdy Egao tak się wobec niego nie zachowywała. Lider poczuł się tak, jakby się zaraz miał rozpłakać.
~Ej, chłopie, nie pozwól, żeby jakaś dziewczyna tobą pomiatała – powiedział do siebie, próbując dodać sobie otuchy.
Szczegół w tym, że to nie była „jakaś” dziewczyna.
To była Egao. Jedyna osoba na świecie, której pozwalał na wszystko.


*.*.*

Następny samolot mieli dopiero za dwie godziny.
Egao w dalszym ciągu nie odezwała się ani słowem do lidera. Nawet na niego nie spojrzała.
Nie zmieniło się właściwie nic, poza tym, że dziewczyna, zamiast gazety, czytała książkę. Kai zaś siedział obok niej i co chwilę patrzył na jej profil. Doszedł do wniosku, że Egao jest piękna. Nawet wtedy, kiedy jest zła.
Jej piękne zielone oczy były skierowane na karty książki. Pełne usta w kolorze malin wybijały się na tle jej jasnej skóry, a długie, brązowe włosy opadały na jej ramiona i łopatki, układając się w miękkie fale. Długimi, szczupłymi palcami pianisty co chwilę przewracała strony kryminału. Patrząc co jakiś czas na jej usta, perkusista zdał sobie sprawę z jednej rzeczy.
Egao cholernie go pociągała.
Ta myśl lidera wręcz przeraziła. Nagle schował w twarz w dłoniach.
~Nie. Ona NIE MOŻE mnie pociągać. To moja PRZYJACIÓŁKA – wciąż powtarzał w myślach.
Prawda jednak przedstawiała się zupełnie inaczej.
I Kai, chcąc nie chcąc, musiał się z tym pogodzić.

*.*.*

-          Nie chcesz może kawy? – usłyszał nagle głos Egao i automatycznie się poderwał. Dziewczyna, która teraz przedstawiała istną oazę spokoju, spojrzała na niego wyczekująco. – Idę po kawę i coś do jedzenia. Nie zjadłbyś czegoś? – dodała po chwili. Kai miał wrażenie, że lekko się zawiesiła.
-          Kawy? – powtórzył tępo perkusista. – Chętnie.
-          OK. Zaraz ci przyniosę. – stwierdziła, uśmiechając się lekko, i poszła w stronę automatów, by po kilku minutach wrócić z dwoma kubkami gorącego napoju. Jeden podała liderowi, po czym usiadła na miejscu obok niego.
-          Wiesz… - zaczął Kai i upił łyk kawy. - …mam pytanie. – dokończył.
-          Jakie?
-          Dalej jesteś na mnie zła? – spytał nieśmiało, jakby bał się, że dziewczyna zmiecie go z powierzchni Ziemi.
-          Uhm… Ja wcale nie byłam na ciebie zła. – stwierdziła, uśmiechając się nieznacznie. – Było mi po prostu przykro. Pierwszy raz na mnie naskoczyłeś.
-          Wiem. Przepraszam. – powiedział cicho.
-          Nie musisz przepraszać. Rozumiem. Też nie lubię, jak ktoś się wtrąca do mojego życia.
-          Ale ty jesteś częścią mojego życia. – stwierdził.
Egao popatrzyła na niego zaskoczona.
- Jesteś moją najlepszą… - zawiesił się nagle, ważąc słowa. - …przyjaciółką. – powiedział w końcu.
-          Serio?
-          Serio, serio. – lider uśmiechnął się szeroko. – Prawdę mówiąc, chłopaki to się przy tobie chowają.
-          Cóż… Miło mi to słyszeć – odparła Egao i się uśmiechnęła, tarmosząc perkusistę po włosach.
-          Samolot numer A129, lot Warszawa-Moskwa, wystartuje z pasa drugiego. Pasażerowie proszeni są o przygotowanie się do odprawy. – rozległo się wokół.
-          No… - lider wstał i rozkosznie się przeciągnął. – Trzeba się zbierać.
-          Fakt. – stwierdziła dziewczyna, po czym wstała. Nagle zachwiała się i upadłaby, gdyby nie pomoc Kaia.
-          Ej… - zaczął z troską perkusista. – Co się dzieje? Źle się czujesz?
-          Nie, nie, wszystko w porządku. – odparła, uśmiechając się słabo. Wyglądało to tak, jakby uśmiech sprawiał jej ból. – Nie przejmuj się mną, dam sobie radę. – dodała, po czym, wyrwawszy się z objęć lidera, udała się w kierunku odprawy.
~”Nie przejmuj się mną, dam sobie radę.” Jak zawsze. – pomyślał, kręcąc z politowaniem głową, po czym poszedł w tym samym kierunku.


*.*.*

           Gdy kilka godzin później lecieli już z Moskwy do Tokio, Egao jakieś dziesięć minut po starcie zasnęła, oparta o ramię lidera. Na jej twarzy wciąż był widoczny grymas bólu. Złapał ją za rękę. Była nieprzyjemnie chłodna. Perkusista zmartwił się tym na tyle, że postanowił, że jak tylko znajdą się w Tokio, zaciągnie Egao do lekarza, choćby miał być przez to dotkliwie pobity i skopany. Dobrze wiedział, jak zielonooka reaguje na lekarzy. Za każdym razem, kiedy wizyta doktora była konieczna, powtarzała, że „do żadnych konowałów chodzić nie zamierza i najlepiej się wyleczy sama”. Było to dość irytujące, zwłaszcza wtedy, kiedy Egao jakiś czas temu z niewiadomych przyczyn straciła głos. Z trudem, ale jednak udało się ją przekonać do wizyty u lekarza, choć Kai musiał obiecać jej, że przez miesiąc będzie sprzątał jej mieszkanie. Jednak, kiedy jakiś czas później to samo dopadło Rukiego, od razu wiedziano, co robić.
            Rozmyślania perkusisty przerwał delikatny uścisk, który wyczuł na dłoni. Spojrzał na swoją przyjaciółkę. Nie spała, lecz półprzytomnym wzrokiem rozejrzała się wokoło.
-          Mhm, daleko jeszcze? – spytała, ziewnąwszy beztrosko. Zamrugała niewinnie oczami i rozejrzała się wokoło.
-          Jeszcze godzina. – odparł z lekkim uśmiechem lider.
-          Boże, ja tu z nudów zdechnę. Co tam u Meeva, jego szanownej małżonki i ich dzieci?
-          Dobrze, jak zwykle. Miyavi obiecał się zająć domem pod moją nieobecność. – odparł Kai. Nagle zadzwoniła jego komórka. Wyjął ją z kieszeni i gdy spojrzał na wyświetlacz, już wiedział, że coś musiało się stać. Dzwonił Miyavi. Z wahaniem nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. – Taak? – spytał, siląc się na spokojny ton. Jego głos nieznacznie drżał, ale to wystarczyło, by Egao spojrzała na niego z pogardą.
-          Cześć, Tanabe! – zakrzyknął radośnie w słuchawce Miyavi, a w tle rozbrzmiewały radosne okrzyki dziewczynek oraz odgłos strofowania ich przez matkę. – Mój najukochańszy przyjacielu, najsłodszy, najprzystojniejszy, najsilniejszy i najbardziej niesamowity liderze świata! – dokończył tonem, jakby to, co mówił, było najprawdziwszą prawdą.
-          Co się stało? – odparł rzeczowo lider.
-          A już od razu się stało… - westchnął Meev. Kai mógłby przysiąc, że Takamasa właśnie wywrócił oczami. – Chciałem tylko zapytać, kiedy będziecie lądować?
-          Za godzinę… - odpowiedział podejrzliwie perkusista.
-          Aaa, to zdąży się posprzątać… - westchnął cichutko MYV. – Znaczy… etto… A co tam u Egao? Wszystko w porządku?
-          Tak, właśnie… - urwał, spoglądając wnikliwie na dziewczynę. - …patrzy na mnie i się zastanawia, o co mi chodzi. – stwierdził i uśmiechnął się lekko.
-          Aha. To pozdrów tego słodziaka ode mnie! – zakrzyknął radośnie Ishihara. Nagle w tle rozległ się ogromny hałas, jakby stłukła się naraz cała kolekcja chińskiej porcelany w Muzeum Narodowym w Tokio, a dosłownie sekundę potem odgłos talerzy uderzających o podłogę. Liderowi przemknęło przez myśl tylko „O nie, moja perkusja…”
- Yhm, wiesz, będę już kończyć, bo, yyy, no… Bo muszę jeszcze coś zrobić! Ciao! – krzyknął jeszcze raz Miyavi i się rozłączył. Kai, wpatrując się bezmyślnie w przestrzeń, powoli odjął telefon od ucha i machinalnie schował go do kieszeni. W tej chwili wszystkie jego myśli krążyły wokół jego ukochanego instrumentu. Jedyny egzemplarz, który miał w mieszkaniu, był najnowszym i zdecydowanie najdroższym zestawem, jaki posiadał, więc myśl, że jego ukochany instrument, jego oczko w głowie może zostać przez kogokolwiek i w jakikolwiek sposób uszkodzone, sprawiła, że miał aż łzy w oczach.
-          Hm? Co się dzieje? – dziewczyna poklepała go po ramieniu. – Coś się stało?
-          Uhm… Miyavi demoluje mi chatę. – stwierdził ponuro.
Egao parsknęła śmiechem.
-          Nic się nie martw. – znowu poklepała go po ramieniu – Wierzę w niego. Zdąży posprzątać.
Lider tylko westchnął ciężko, po czym spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się najpiękniej, jak tylko potrafił.
-          Ech… Zawsze podziwiałem twój optymizm.

___________________________________________________________________________________________
Przepraszam za tak długą przerwę - problemy z weną, szkołą, zdrowiem, życiem prywatnym... - to wszystko zazębiało się przez ostatnie miesiące i urosło na tyle, że nie miałam ani czasu, ani ochoty pisać... Wybaczcie.
Może teraz uda mi się pisać w miarę regularnie.
Do następnej notki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz