Od tajemniczego spotkania z duchem Chihiro minął tydzień. Aoi wciąż nie mógł uwierzyć, że ta dziewczyna była tylko duchem. Była tak realna, że gitarzysta wciąż szukał dowodów na to, że ten napis na nagrobku to zwyczajna pomyłka. Kiedy jednak po trzech dniach nie znalazł nic obiecującego, zarzucił swoje „śledztwo” i poświęcił się sprawom bardziej przyziemnym.
Tego dnia akurat musiał wybrać się po zakupy. Jako że nie posiadał lodówki, musiał dość często to robić. Więc gdy tylko zobaczył, że nie ma z czego zrobić sobie śniadania, a Kai jest w Warszawie, dopił letnią już kawę i leniwie zaczął się ubierać. Po blisko czterdziestu minutach był już gotowy do wyjścia. Pozornie spokojnym, apatycznym krokiem wyszedł z mieszkania z ekologiczną torbą pod pachą i zamknął za sobą drzwi kluczem, po czym włożył go do kieszeni. Gdy schodził po schodach, na pustej klatce rozlegał się głuchy stukot jego glanów. Zuchwałym krokiem wyszedł z budynku wprost na zatłoczoną ulicę. Z nieba padał zmarznięty deszcz. Gitarzysta zaklął pod nosem, założył na głowę kaptur i przyśpieszył kroku. Wiatr sprawił, że mroźne krople zacinały mu prosto w twarz. Po kilku minutach z impetem wpadł do osiedlowego marketu. Z koszykiem w ręku przechadzał się po alejkach, rozglądając się za ramen w wersji instant, świeżymi warzywami, zieloną herbatą oraz dużym opakowaniem swojej ulubionej kawy. Gdy znalazł wszystkie potrzebne mu do życia produkty, spokojnym krokiem udał się do kasy, zapłacił za wszystkie produkty i wyszedł. Gdy zamyślony wracał do domu, ktoś potrącił go, i to dość mocno, aż pomidory rozsypały się po chodniku. Nawet nie patrząc na sprawcę, spokojnie zaczął zbierać je i z powrotem wrzucać do cudem ocalałego woreczka.
- Och, przepraszam pana! Nic się panu nie stało? Taka niezdara ze mnie… Pomogę panu zbierać! – krzyknął nagle wysoki, damski głos. Na jego dźwięk Aoi zamarł w pół gestu i zmarszczył brwi. Gdzieś już słyszał podobny głos. Podniósł głowę i rozszerzył oczy ze zdziwienia. Stała nad nim bezbronnie dziewczyna łudząco podobna do Chihiro. Miała tylko krótsze i ciemniejsze włosy.
- Chihiro? – spytał tylko niepewnie, a dziewczyna zrobiła zdezorientowaną minę. – Chihiro, miło cię znów widzieć!
- Co? O czym pan mówi? Nic nie rozumiem…
- Jak to, nie pamiętasz? Spotkaliśmy się tydzień temu, w Sake Barze niedaleko Ginzy. Dzięki tobie jakoś wyszedłem z doła. Chihiro, szukałem cię i jakoś nie mogłem znaleźć. Co za nieoczekiwane spotkanie, nieprawdaż?
- Ja… Ja naprawdę nie wiem, o czym pan mówi! – krzyknęła spłoszona dziewczyna, patrząc na gitarzystę jak na chorego psychicznie. – Nie jestem żadna Chihiro! Musiał mnie pan z kimś pomylić!
- Ale… - jęknął tylko zdezorientowany. – To niemożliwe…
- W każdym razie, bardzo pana przepraszam za to, że pana potrąciłam – dziewczyna skłoniła się nisko, a Aoi wstał. – Ale śpieszyłam się, bo jestem umówiona do urzędu w celu odnalezienia mojej biologicznej matki, więc…
- Spokojnie, Chi…znaczy, jak Pani na imię? – spytał koślawo, obejmując dziewczynę ramieniem.
- Akemi… - wydukała spłoszona.
- A więc, Akemi, da się Pani zaprosić na kawę? Wtedy spokojnie wszystko sobie wyjaśnimy.
- Cóż, dobrze. – dziewczyna pokiwała potakująco głową. – Do wizyty w urzędzie mam jeszcze ponad dwie godziny…
*.*.*
- Zostałam adoptowana przez moich przyszywanych rodziców, kiedy miałam 3 miesiące – zaczęła swą opowieść Akemi, siedząc przy stoliku z Aoim, który spokojnie popijał mocne espresso. – Bardzo mnie kochali, nie dali mi odczuć, że byłam adoptowana, miałam to, co inni. O tym, że mnie adoptowali, dowiedziałam się, gdy miałam 12 lat. Nie dlatego, że znalazłam dokumenty adopcyjne, czy coś w tym guście – po prostu rodzice uznali, że jestem wystarczająco dorosła, żeby o tym wiedzieć. Tak czy owak, był to dla mnie szok. Przez tydzień się do nich nie odzywałam, nie chodziłam do szkoły, odizolowałam się od moich kolegów i koleżanek… Czułam się inna. Do normy wróciłam po miesiącu. Rodzice zachęcali mnie, żebym odnalazła swoją biologiczną matkę, ale nie chciałam im robić przykrości. Dla mnie to zawsze oni pozostaną moimi rodzicami. Dopiero teraz, po ich śmierci, postanowiłam odnaleźć tę kobietę, która mnie urodziła. Trzy dni temu wyjechałam z mojego rodzinnego Tsu do Tokio, bo właśnie tutaj się urodziłam i właśnie tutaj postanowiłam zacząć poszukiwania mojej rodziny. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć moją biologiczną matkę i chociaż przez chwilę z nią porozmawiać. – zakończyła drżącym głosem, a po policzku spłynęła jej samotna łza, którą starła szybkim ruchem ręki.
- Uhm. – mruknął Aoi, upijając kolejny łyk kawy. – Masz jakiś plan, od czego zacząć?
- No, jestem umówiona na spotkanie w urzędzie miasta, żeby mi podali aktualny adres moich biologicznych rodziców. Ich imiona i nazwiska były na dokumentach adopcyjnych, ale podany adres od ponad dziesięciu lat jest już nieaktualny, bo mieści się tam teraz zakład fryzjerski – odpowiedziała, podając gitarzyście beżową kopertę. Ten wyjął z niej dokumenty i przewertował wszystkie strony. Adopcyjni rodzice Akemi to Aiko i Isamu Kajiyama. Gdzieś już słyszał to nazwisko. Po wertowaniu w pamięci nagle zdał sobie sprawę, że tak mieli na nazwisko właściciele sklepu, do którego rodzice wysyłali młodego Yuu po drobne zakupy. Jak przez mgłę pamiętał, że blisko pani Kajiyama zawsze krzątała się dziewczynka mniej więcej w jego wieku. Spojrzał na Akemi, która z zamyśleniem wpatrywała się w swoją filiżankę, teraz już do połowy wypełnioną aromatycznym wciąż gorącym napojem, i nagle go olśniło.
Naprzeciwko niego siedziała TA Akemi. Ta sama dziewczyna z równoległej klasy, w której kochali się wszyscy chłopcy z okolicy. Ta sama, która wygrywała wszystkie konkursy literackie i zawsze mówiła, że będzie pisarką. Ta sama, która z zawadiackim uśmiechem i długich do pasa warkoczykach ograła każdego w absolutnie każdą karcianą grę.
Naprzeciwko niego siedziała TA Akemi. Ta sama dziewczyna z równoległej klasy, w której kochali się wszyscy chłopcy z okolicy. Ta sama, która wygrywała wszystkie konkursy literackie i zawsze mówiła, że będzie pisarką. Ta sama, która z zawadiackim uśmiechem i długich do pasa warkoczykach ograła każdego w absolutnie każdą karcianą grę.
- O mój Boże, to naprawdę ty?! – krzyknął nagle, wyrywając tym samym dziewczynę z zamyślenia, która teraz wpatrywała się w niego zdezorientowana. – Nie poznałem cię, naprawdę się zmieniłaś! – zakończył nagle, patrząc na minę dziewczyny. – Cóż, możesz mnie nie pamiętać. Shiroyama Yuu, do usług. – dodał z zawadiackim uśmiechem, a twarz dziewczyny, z dezorientowanej przez niedowierzającą, zmieniła się w przeszczęśliwą.
- YUU?! To naprawdę ty? Boże, nie poznałam cię! – krzyknęła roześmiana. – Nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć, że to ty? Robiłam z siebie przed tobą kretynkę!
- Tak, a co ja mam powiedzieć? Nie poznałem dziewczyny, z którą mieszkałem po sąsiedzku przez szesnaście lat! – odkrzyknął gitarzysta, po czym oboje wybuchli śmiechem, ciesząc się z tego nieoczekiwanego spotkania. – Nie wiedziałem, że byłaś adoptowana – dodał nieoczekiwanie, a dziewczyna spoważniała.
- Nikt nie wiedział. Nawet dalsza rodzina nie wiedziała. – odparła Akemi, a Yuu powrócił do wertowania dokumentów adopcyjnych. Teraz zatrzymał się przy nazwiskach rodziców biologicznych dziewczyny. Byli to Yumiko i Shin Fuchida. Na samo nazwisko Aoi zbladł. Adres faktycznie był nieaktualny, bo teraz mieścił się tam ulubiony zakład fryzjerski Reity.
Aoi odruchowo potrząsnął głową. Nie powinien myśleć o chłopakach. To już zamknięty rozdział w jego życiu.
Aoi odruchowo potrząsnął głową. Nie powinien myśleć o chłopakach. To już zamknięty rozdział w jego życiu.
- Coś się stało, Yuu? – spytała niepewnie brunetka.
- Nie, nie, nic się nie stało – odparł gitarzysta z bladym uśmiechem. Wciąż pamiętał napis na nagrobku. Wyrył się on w jego głowie, jakby wykuty w skale. „Fuchida Chihiro…” – Mogę pójść z tobą do tego urzędu? – spytał nagle.
- Jak chcesz – odparła zaskoczona Akemi – Zawsze będzie mi raźniej – uśmiechnęła się szeroko.
*.*.*
Przez całą drogę z kawiarni do urzędu Akemi i Aoi ochoczo ze sobą rozmawiali, starając się jak najwięcej dowiedzieć o sobie nawzajem oraz jakoś nadrobić szesnaście lat nie widywania się. Gitarzysta dowiedział się, że dziewczyna jest wykładowcą języka angielskiego na uniwersytecie w Tsu, lecz od miesiąca przebywa ona na urlopie. Ona z kolei dowiedziała się, że jej przyjaciel z dzieciństwa został gitarzystą jednego z najpopularniejszych zespołów j-rockowych, the GazettE. Była tym faktem mocno zdziwiona, niemniej niż sam zainteresowany. Aoi nie powiedział o tym, że jego zespół się rozpada. Skoro jeszcze nie zostało to podane do publicznej wiadomości, to wolał to trzymać w tajemnicy.
Gdy tylko przekroczyli próg instytucji, Akemi zbladła.
- Yuu, boję się.
Gdy tylko przekroczyli próg instytucji, Akemi zbladła.
- Yuu, boję się.
- Spokojnie, nie ma się czego bać – odparł gitarzysta, uśmiechając się nieznacznie i poklepał dziewczynę po plecach. Gdy zauważył, że ona zwalnia, położył dłonie na jej ramionach i popchnął w stronę odpowiednich drzwi. Przeczuwał, że nagłe spotkanie Akemi po latach nie było przypadkowe. Domyślał się, że jego dawna przyjaciółka będzie niosła za swoim pojawieniem się znaczne zmiany. Nie wiedział jeszcze, że odwróci całe jego życie o sto osiemdziesiąt stopni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz