- Co?! Jak możesz?! Dlaczego?! – krzyknęła Alyson, wpatrując się z rozpaczą w twarz ukochanego.
- Kochanie, uspokój się – podszedł do niej nieśmiało i wyjął z jej prawej dłoni talerz, którym miała za chwilę cisnąć o podłogę. – Kiedyś to w końcu musiało nastąpić. Aoi…
- Co: Aoi?! To JEGO wina?! – krzyknęła zszokowana.
- Poniekąd tak. Najpierw on powiedział, że chce odejść, potem Reita powiedział, że jak Aoi odejdzie, to on też, a ja w końcu powiedziałem, że skoro każdy ma odchodzić, to lepiej w końcu rozstać się w zgodzie.
- A więc to tak! – wykrzyknęła kobieta. – Czy mam rozumieć, że mój chłopak chce mi wbić nóż w serce, bo zaproponował, żeby mój ukochany zespół się rozpadł?!
- Nie, nie, nie! To nie tak! Po prostu, kiedy Aoi odejdzie, nie będzie już sensu grać! – powiedział desperacko i przytulił dziewczynę. Poczuł, jak tkanina koszuli, w miejscu oczu Alyson, zaczyna wilgotnieć. – Kochanie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze – pogładził brunetkę po włosach.
- Bwludlbwlhjdls…
- Słucham?
- Jak może być dobrze, skoro część mojego życia właśnie się rozpada? – spytała Aly, gdy podniosła głowę, i pociągnęła nosem.
- Będzie dobrze. Masz jeszcze mnie. Będę spędzać z tobą całe dnie. W końcu ktoś tu ostatnio narzekał, że nie poświęcam komuś odpowiednio dużo czasu – stwierdził gitarzysta i nieznacznie się uśmiechnął.
- Ale obiecujesz?
- Obiecuję, obiecuję.
- Kocham cię – stwierdziła dziewczyna i mocno wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Ja ciebie też, kochanie, ja ciebie też…
*.*.*.*
Po dwóch godzinach spędzonych w nieruchomej pozycji Egao nareszcie odetchnęła z ulgą. Chociaż wykłady były bardzo interesujące, to jednak każdy po tak długim czasie z radością wróciłby do domu. Teraz, spokojnie sącząc orzechowe cappuccino w położonej nieopodal Uniwersytetu kawiarence „Studencka”, dziewczyna zastanawiała się, co mogło być przyczyną jej złych przeczuć. U niej, w Polsce, wszystko było w porządku: niedługo zaczynały się studenckie ferie, więc miała nadzieję, że uda jej się wyrwać choć na kilka dni do Japonii i odciążyć trochę budżet Kaia. Lider regularnie co miesiąc przyjeżdżał do niej, by spędzić razem choć trochę czasu. Dziewczynę ta przyjaźń bardzo uszczęśliwiała. Znalazła w muzyku bratnią duszę i bardzo cieszyła się z każdej wspólnie spędzonej chwili, których nie było zbyt wiele, zważywszy na to, że Kai był przecież wielką gwiazdą. Lecz Egao za nic w świecie nie zamieniłaby Kaia na nikogo innego.
Jej rozmyślania przerwał wibrujący w kieszeni czarnych dżinsów telefon. Dziewczyna uparcie starała się go ignorować, próbując cieszyć się chwilą, ale kiedy po dwóch minutach wciąż czuła wibracje, doszła do wniosku, że coś się stało. Od niechcenia wyjęła komórkę z kieszeni i aż pojawiły się iskierki radości w jej oczach, gdy zobaczyła, kto dzwoni. Kai.
Jej rozmyślania przerwał wibrujący w kieszeni czarnych dżinsów telefon. Dziewczyna uparcie starała się go ignorować, próbując cieszyć się chwilą, ale kiedy po dwóch minutach wciąż czuła wibracje, doszła do wniosku, że coś się stało. Od niechcenia wyjęła komórkę z kieszeni i aż pojawiły się iskierki radości w jej oczach, gdy zobaczyła, kto dzwoni. Kai.
- Hallo?
- Egao? Jak miło znów cię usłyszeć – usłyszała w słuchawce ten ciepły i wesoły głos. Wyczuła jednak w nim lekką nutkę smutku, którą lider za wszelką cenę próbował ukryć. – Jak się czujesz? Wszystko u Ciebie w porządku?
Zielonooka uśmiechnęła się z rozrzewnieniem. Kai zawsze się o nią troszczył i to zawsze jej problemy były na pierwszym miejscu. Zachowywał się jak prawdziwy przyjaciel, a i ona odpłacała mu tym samym.
Zielonooka uśmiechnęła się z rozrzewnieniem. Kai zawsze się o nią troszczył i to zawsze jej problemy były na pierwszym miejscu. Zachowywał się jak prawdziwy przyjaciel, a i ona odpłacała mu tym samym.
- U mnie wszystko jak najlepiej – odrzekła z uśmiechem – Ale słyszę, że u ciebie jest chyba coś nie tak. Coś się stało?
- Właściwie to…tak – odpowiedział ze smutkiem i westchnął ciężko – Ale to nie jest sprawa na telefon. Dlatego mam prośbę…
- Słucham…?
- Czy…zgodziłabyś się mnie gościć przez najbliższe parę dni?
- Jeszcze się pytasz?! Oczywiście! Spędzimy chociaż trochę czasu. Akurat mam trzy tygodnie wolnego, więc może i ja do ciebie wpadnę, co ty na to?
- Brzmi nieziemsko! Przylatuję we wtorek, więc masz jeszcze trochę czasu, żeby ochłonąć – rzekł lekko figlarnym tonem.
- No wiesz…
- No co? Przecież sama dobrze wiesz, jak reagujesz na moje wizyty. Zupełnie jak…
- Jakbym się cofnęła z dziesięć lat wstecz, tak, wiem. Już nieraz mi to powtarzałeś.
- Bo jak dotąd nie zauważyłem postępu! – odrzekł Kai, po czym oboje zgodnie wybuchli śmiechem.
- Wiesz, tak się cieszę, że znowu się zobaczymy – powiedziała Egao po krótkiej chwili ciszy – Stęskniłam się za tobą.
- Już, już, przecież zobaczymy się już za trzy dni. Sam nie mogę się doczekać! – odpowiedział lider, a Egao usłyszała w tle dzwonek do drzwi. – No, ale muszę kończyć, bo chyba ktoś tu nie może beze mnie żyć – stwierdził i roześmiał się życzliwie. – We wtorek, godzinę przed lądowaniem, zadzwonię do Ciebie, dobrze?
- Dobrze, dobrze. Do zobaczenia!
- Do zobaczenia!
Dziewczyna nacisnęła czerwoną słuchawkę i uśmiechnęła się szeroko. Odwiedziny Kaia to najlepszy prezent na rozpoczęcie studenckich ferii. Miło spędzić kilka wolnych tygodni z kochaną bratnią duszą. Egao duszkiem wypiła resztki cappuccino i wybiegła z lokalu. Musiała się odpowiednio przygotować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz